nazwisko

luty 1, 2008

Dzwonię służbowo do pani o nazwisku Piklowicz (zmienione, bo służbowo dzwoniłem) mieszkającej w Stanach. Odbiera jakiś koleś, ja się przestawiam, i proszę do telefonu panią Piklowicz. Na to pan mówi:

- Her name is Piklouiz!

- Oh, I apologize - odpowiadam.

A pan na to:

- No worries, it’s difficult to pronounce correctly.


Een Bussie Vol Met Polen

styczeń 25, 2008

Heh, się uśmiałem nieziemsko z tego jak Busik przepełniony Polakami, (pewnie na kacu, bo poprzedniego wieczora walili Żywola) jedzie sobie przez piękną okrytą tulipanami i pachnącą wonią świeżych pomidorów, truskawek i maihuany ziemię naszych zachodnich chlebodawców.

Już widzę jak Pan Rewiński nagrywa w odwecie piosenkę pod tytułem “Latający holender”.

A teraz na poważnie. Holendrzy się z nas śmieją! :( Może uczcijmy to minutą głębokiej refleksji nad sobą i zastanówmy się co moglibyśmy zrobić, żeby się nie śmiali. Ale w zasadzie po co mielibyśmy to robić?

Wyobraźmy sobie taką sytuację. Jest sobie wiocha, dajmy na to w Polsce centralnej (żeby nikogo nie dyskryminować). Mieszka tam dajmy na to 3000 tysięcy wieśniaków. No to już jest taka dosyć pokaźna wiocha, pewnie ze 3 kościoły są, albo co najmniej dwa.

I tera na to wszystko przyjeżdża ekipa z dajmy na to Węgier. Przyjeżdżają wesołą gromadką w liczbie 300.

Problemy

Od razu wychodzi na jaw, że oni chcą nas wykupić, albo jakoś tak. Pod czujnym okiem proboszcza powstaje komitet anty-wykupieniowy, ksiądz Rydzyk grzmi z ambony radiowej, a Pan Prezydent Kaczyński z miejsca jest zdumiony.

Chinka Cikulinka

To teraz popatrzmy jak kosztem innych nacji bawią się na ziemi polskiej.

Najbardziej spostrzegawczy powiedzą, że utwór muzyczny Holendrów nie dorównuje poziomem zidiocenia Fanki Filonowi, ale chyba wszyscy przyznają, że oba mają wydźwięk wesoły, z akcentami humorystycznymi.

A czy ktoś pamięta jeszcze hit roku któregośtam?

Ulubione koszule Żydów?

O ile każda z tych piosenek mieści się jeszcze w granicach dobrego smaku, to już niektóre polskie żarty na temat innych narodowości potrafią być mocno nie na miejscu. I powiedziałbym, mogą powodować uzasadnione obawy co do zdrowia psychicznego żartujących.

A najbardziej wytrwałym w dyskusji polecam jak zwykle nieśmieszne Szkło Kontaktowe.

I jeszcze tłumaczenie na angielski, sporządzone przez moją holenderską koleżankę :) .

A bus, a bus, a bus full with Poles.
And a bus, a bus, a bus, GO! GO! GO!
A bus, a bus, a bus full with Poles.
A bus, a bus, a bus GO! GO! GO!

In the morning, afternoon and late in the evening,
Drives in my street a bus full with Poles.
Look there they are again.
Where are they from, where are they hiding?

On the fields or on a building-site,
It doesn’t matter to them.
They all come together. For a couple of euro’s and a tin of beer,
are they helping, that’s why they are here.

A bus, a bus, a bus full with Poles.
And a bus, a bus, a bus, GO! GO! GO!
A bus, a bus, a bus full with Poles.
A bus, a bus, a bus GO! GO! GO!

Yeah, you can see them everywhere, it is a border-line case
They are my idols, though.
Wherever I am I always wave to them.
A bus full with Poles.

They rent another house in my neighbourhood, nice and cosy with all of them.
When work is finished in the evening
They put Polka music on full blast.
Ring, ring…

Hi it’s Johan.
Hey Johan, old camping master, I have another little job, erm, do you have a construction worker for me?
Unfortunately not Nol, but I do have a bus full with Poles!
Eins, zwei, drei, vier!


sylwestrowe odmóżdżenie

styczeń 1, 2008

Dziś nie piszę za wiele, bo kulki w mojej głowie chyba nie do końca się stukają. Impreza była przednia, a po imprezie dowiedzieliśmy się czym zajmuje się nasz współlokator w pracy.

Smok

Jak widać jest to smok z folii aluminiowej. Co ciekawe, ten smok to takie rozbudowane opakowanie na kanapkę :) . Serio, w środku jest kanapka dla jakiegoś kolesia od niego z pracy. W taki sposób nasz współlokator umila sobie czas w robocie.


złota klatka

grudzień 22, 2007

Kiedy nasi przodkowie walczyli o wyzwolenie spod jarzma okupanta nie wiedzieli, bo nie mogli wiedzieć, że po odzyskaniu przez Polskę niepodległości większa część ludzkości podda się władzy innego okupanta - pieniądza.

Luksusowe wille, samochody, wakacje na teneryfie, gadżety, ciuchy, imprezy. Tak żyje lub co najmniej do tego dąży przeciętny mieszkaniec naszego globu. Kiedy już ma luksusową willę, to kupuje luksusowy pałac, potem złotego jaguara itd.

To co przez tysiące lat pozwalało ludziom się rozwinąć do poziomu na jakim żyjemy obecnie staje się więzieniem. Rzadko kto potrafi się wyrwać spod dyktatury tego, co szczęścia podobno nie daje.


wideokaczoblog

grudzień 22, 2007

Zwierzęta owszem przemawiają, ale to jeszcze nie tera! Cierpliwości paniebyłypremierze.

Wideokaczoblog


Kliknije żeby obejrzeć wideokaczoblog
.

Normalnie to jest śmiechawa na maksa co ten kolo robi. Już sam pomysł postawienia wideo bloga takiemu sztywniakowi to jakieś grube nieporozumienie. Jestem pewien, że Jarek jest przeciwny internetowi tylko jeszcze o tym nie wie. Jak się okaże, że z wideobloga wyszło jedno wielkie jajo, z tym że wielkanocne, to internet będzie be.

Po co w ogóle takim sztywniakom udostępniać miejsce na serwerach i łącza? Skandal to jest. Polityka nie powinna mieszać się do internetu!

Tak moim zdaniem wyglądają ostatnie podrygi. Tych, których jeszcze nie dosięgnął przez teleodmóżdżarkę tera odstraszy przez neta. Tyle dobrego z tego Jarka naszego, że przynajmniej się nie daje lubić :) .


mIsiEk poskramiany przez Liska

grudzień 21, 2007

Google Calendar, Google Docs, Ulteo, to nazwy niektórych tylko aplikacji dostępnych obecnie w przeglądarce WWW. Jak powszechnie wiadomo najlepszą na świecie przeglądarką działającą na wszystkich liczących się systemach operacyjnych (Windows, Linux, Mac) jest Mozilla Firefox.

Internet Explorer vs Mozilla Firefox

Obecność na najważniejszych systemach operacyjnych daje Firefoxowi dużą przewagę nad konkurencją. Internet Explorer z miesiąca na miesiąc traci powoli (ale systematycznie) prowadzenie w rankingach popularności.

Moim zdaniem jednak szykuje się na rynku prawdziwy przełom w tej dziedzinie. Wydaje mi się, że za jakiś czas deweloperzy aplikacji internetowych zaczną IE lekceważyć. Już dzisiaj wiadomo, że IE ma problemy z obsługą niektórych technologii. Te problemy mogą jeszcze przybrać na sile. Wtedy bardziej będzie się opłacało programować pod FF bo aplikacje pod nią napisane będą działały na wszystkich platformach.

A może MS po prostu oleje miśka i odda pole liskowi? Hm, niby fajnie, ale z kogo będziemy się nabijać?


Polak to doskonały pracownik

grudzień 13, 2007

Jeden etat to za mało - Gazeta Wyborcza

Rumuni i Czesi udają Polaków - Gazeta Wyborcza

Zaiste chlubne to i pochwały godne. Tak ciężko pracujemy, że już z tego zrobiła się niezła marka. I szczerze pochwalam tym bardziej, że sam mieszkam na emigracji. To czemu się mocno sprzeciwiam i próbuję uświadamiać ludziom pracującym za granicą to to to, że człowiek nie jest z gumy, a zwłaszcza życie nie jest z gumy.

Spotykam na codzień ludzi, którzy robią sobie i swoim najbliższym wielką krzywdę. W pogoni za pieniądzem zapominają o wszystkim co człowieka odróżnia od muła. Mianowicie pracują na 2 lub więcej etatów albo grubo ponad normę szatkują nadgodziny tydzień w tydzień, często bez dnia wolnego.

Przed przyjazdem do UK wydawało mi się, że jak tylko dostanę pracę to będę robił nawet po 7 dni w tygodniu po 12 godzin nawet przez kilka miesięcy. Wytrzymałem tak 2 miesiące pracując zaledwie po 50 godzin tygodniowo z tym, że bez dnia wolnego. Dostałem w kość bardzo mocno i szybko się przekonałem, że tak się nie da.

Ja zdałem sobie z tego sprawę dość szybko i w miarę wcześnie dotarło też do mnie, że pieniądze to nie wszystko. Rzuciłem pracę w weekendy i zostałem przy moim obecnym zajęciu przez 5 dni w tygodniu.

Jednakowoż wielu Polaków, których spotykam tutaj, i o których czasami chodzą słuchy nie dają za wygraną. Naginają nadgodziny od kilku czy kilkunastu miesięcy bo zbierają na dom czy samochód. Czasami dochodzi do tego jeszcze oszczędzanie do bólu. Czyli brak imprez i przesiadywanie z tą samą osobą zawsze poza pracą. Od tego można dostać na głowę.

Zauważyłem, że często faceci mają ambicje na poziomie czterystu metrowej chaty i samochodu za 200 tysięcy PLN albo więcej.

Ciekaw jestem co ci ludzie zrobią ze sobą jak już kupią wszystko na co zbierali, pobudują domy i wrócą do swoich wiosek. Jaką pracę tam znajdą? Czy będą potrafili z wielkomiejskich wygód przenieść się na polską niewesołą wioskę i tam mieszkać?

To chyba retoryczne pytania, bo obawiam się, że większość tych ludzi po powrocie do kraju nie będzie potrafiła już żyć z osobą, z którą w zasadzie uczuciowo zmarnowała tyle lat. Niektórzy być może zostaną ze sobą ze względów ekonomicznych ale daleko im będzie do szczęścia.

I jeszcze jedno. Z zaoszczędzonych pieniędzy można wybudować dom i kupić samochód, ale z oszczędności nie da się żyć. Więc jest jeszcze prawdopodobne, że po powrocie do wymarzonego domku trzeba będzie myśleć o powrocie na saksy, żeby podreperować nadwątlony budżet byłego emigranta.


Pingwin, który nie pożera dzieci

grudzień 13, 2007

Zastanawiam się czasami jak by było bez Windowsa. I doszedłem do wniosku, że nudno: nie byłoby się z czego śmiać.

Nie, aż tak zakompleksiony nie jestem. Ale miło czasami popatrzeć jakie wymagania ma przeprogramowana Vista.

Bo mnie nie stać

Jeżeli nie stać cię na nowego kompa, albo nie masz ani na kompa ani tym bardziej na Windowsa, to uratuje cię Ubuntu. Ubuntu można ściągnąć za darmo, wypalić na CD i … odpalić bez instalacji.

Tak, niebywała zaleta. Miałem okazję zaprezentować tę opcję ludziom, którzy o Live CD nigdy nie słyszeli. Wkładasz CD do kompa, upewniasz się, że jest ustawiony na startowanie z CD i czekasz aż odpali się w pełnej gamie kolorów.

Ubuntu Human

Po odpaleniu z płyty wystarczy kliknąć na ikonkę “Install” na pulpicie i dalej jest jeszcze łatwiej niż w Windowsie. Zwróć uwagę jak nawet po odpaleniu z płyty Ubuntu działa poprawnie ze wszystkimi sterami i najprawdopodobniej automatycznie połączy się również z siecią.

Odpalić Ubuntu można z powodzeniem nawet na Pentium 3*. Wiem, bo próbowałem. Fakt, nie będzie pięknych efektów graficznych, ale do edycji dokumentów tekstowych i szperania po necie nadaje się jak złoto.

*starego Pentium 3 otrzymasz za darmo od swego kolegi - fana windy, lub kupisz za grosze na Allegro.

Bo ekologiczny

Jeżeli chcesz przyczynić się do ograniczenia produkcji sprzętu elektronicznego, to Ubuntu może ci w tym pomóc. Zamiast kupować nowego kompa pod Vistę zastanów się nad zainstalowaniem na nim Ubuntu. Są duże szanse, że nie będziesz musiał wyciągać portfela jeszcze przez następne kilka lat. A twój stary pecet nie zaśmieci naszej planety.

Bo lepszy

To oczywiście kwestia dyskusyjna, ale nie bez powodu ci co się na tym znają chwalą Linuxa za stabilność. W Ubuntu dochodzi jeszcze łatwość użytkowania. Jest naprawdę banalnie prosty.

Zwykli klikacze w klawiatury nawet nie zauważają różnic między Ubuntu a Windowsem. Przykładem jest moja dziewczyna. Byłem przekonany, że mojej fascynacji pingwinem sprzeciwi się lepsza mnie część. Tak się nie stało. Tym sposobem pozbyliśmy się spod strzechy okienek z Redmond. Ubuntu zostało stworzone specjalnie dla użytkowników Windowsa.

Bo dzieci grają za dużo

Jak wiadomo, na Linuxie nie da się odpalać większości gier komputerowych spod windy. To wada dla graczy. To również zaleta dla rodziców. Jeżeli chcesz ograniczyć czas jaki twoje pociechy spędzają przed monitorem, to zainstaluj Ubuntu.

Bo mam wirusa

Linux jest również znany z braku wirusów. Każdy normalny człowiek po zainstalowaniu Windowsa szuka na necie antywirusa. Z Ubuntu (i innymi dystrybucjami) ten problem w zasadzie nie istnieje. Naprawdę.

Bo tak

Każdy znajdzie w Ubuntu coś dla siebie i gwarantuję, że powrót pod Windowsa będzie co najmniej bolesny. Każdy kto się raz zarazi znajdzie swoje własne “bo”.

Potulny pingwin

Straszenie Linuxem odchodzi w sferę bajek. Różnorodność dystrybucji Linuxa jest tak wielka, że praktycznie każdy znajdzie odpowiadającą jego preferencjom i wymaganiom: są dystrybucje przypominające wyglądem Mac OS X Apple’a, Windowsa, są też wersje dla grafików, architektów i wielu innych profesji. Różnorodność systemów operacyjnych to też zaleta, bo kto by chciał, żeby na całym świecie samochody produkowała tylko jedna firma.


Windows zamiast Linuxa?

grudzień 13, 2007

Nie należę do ludzi, którzy urodzili się z myszką zamiast ręki i klawiaturą pod poduchą. Po prostu ponad pół roku temu po raz pierwszy w życiu zainstalowałem sobie Ubuntu w wersji 6.10. I się lekko zaraziłem.

Zamiast windy

Po pierwsze powód tak radykalnej zmiany mojego nastawienia miał korzenie w moje pracy. Pracuję na Tygrysie Mac OS X pędzącym na kilkuletnim PowerPC. Bardzo mi się spodobała stabilność tego systemu.

Po raz pierwszy w życiu tak naprawdę dotarło do mnie jak wielka jest różnica kiedy pracuje się na systemie, który pracuje równo niezależnie od pory dnia i temperatury w najdalszych zakątkach naszej galaktyki a także od tego którą nogą danego dnia wstał Bill Gates.

Zaczęły mnie nachodzić bluźniercze myśli dotyczące najlepszego na świecie oesa rodem z Redmond. Ziarno zostało zasiane i kiełkowało w ciszy i spokoju przez ponad półtora roku. W tym czasie to od kuzyna usłyszałem o Ubuntu, to jakiś znajomy coś nadmienił, jakaś wzmianka w prasie i … padł mi laptop.

Powrót do korzeni

Laptop po kompletnej awarii płyty głównej pojechał do jakiegoś laboratorium gdzie kolesie urodzeni z myszkami zamiast rąk zawrócili go z wycieczki przez Styks. Efektem ubocznym był jeden obumarły piksel i czysty dysk twardy.

Zainstalowałem więc oprócz windy również Ubuntu bo nie ryzykowałem utraty jakichkolwiek danych. Pomyślałem, że Ubuntu sobie potestuję, na windzie będę robił jak do tej pory, czyli powoli :) .

Stało się dokładnie odwrotnie. Kilka razy odpaliłem na laptopie windę a głównym oesem stał się dla mnie Linux. Nie usuwałem windy, bo w razie czego chciałem mieć możliwość skorzystania z aplikacji z rozszerzeniem .exe.

Winda leżała sobie tak na mym kompie bez sensu i kurzyła się. A ja walczyłem z Ubuntu. Ściągałem aplikacje i nauczyłem się patrzeć na świat przez inne okna.

Windows zamiast Linuxa

Kiedy teraz ktoś pyta mnie jak radzę sobie bez aplikacji pod windę to z gardła mego wydobywa się gromki śmiech i odpowiadam pytaniem na pytanie: “Jak radzisz sobie na windzie bez aplikacji pingwińskich?” Potem jeszcze tłumaczę co to jest Wine i rozmówca szybko zmienia temat :D .

Mam tak na Viście

Ostatnio kumplowi pokazywałem jakie efekty graficzne działają na moim starym laptopie. Od razu powiedział “Ja mam tak na Viście” :) .

Alt+Tab na Ubuntu


życie na emigracji jest bez sensu

październik 22, 2007

Dlaczego wszyscy chcą, żebym wrócił do Polski? Dlaczego uważają, że mi jest źle za granicą i że nie mogę się doczekać tego dnia kiedy wreszcie będę mógł wrócić? Dlaczego emigrantów traktuje się jako jakiś gorszy gatunek?

Dla przeciętnego Polaka przeciętny emigrant pracuje na zmywaku, wysyła pół pensji do Polski, regularnie nie dosypia i tęskni niemiłosiernie za Polską. Taki obraz Polaka-emigranta serwuje się w mediach i ludzie w to wierzą, bo chcą wierzyć, że emigranci są nieszczęśliwi. To ja sobie pozwolę zburzyć ten sielankowy obraz.

1. Polska, to tak daleko

Po pierwsze, stąd do Polski stąd jest kilka godzin lotu. Np. łączny czas podróży z Edynburga do Krakowa to jakieś 5-6 godzin (licząc z dojazdem na lotnisko, odprawą, lotem itd). To tyle ile trwa podróż z Warszawy do Krakowa śmierdzącym, zatłoczonym i brudnym pociągiem w towarzystwie wrzeszczących szwejów.

Bilet, jeśli zaplanuje się wyjazd odpowiednio wcześnie można kupić za grosze. Nawet taniej niż bilet na pociąg. Nawet gdybym kupił drogi bilet to na podróż do Polski będzie mnie stać co najmniej raz w miesiącu.

Mogę jechać praktycznie kiedy zechcę. Mam 29 dni urlopu i mój pracodawca daje mi urlop praktycznie kiedy zechcę. Wystarczy, że dam mu odpowiednio wcześnie znać. Bez łaski dostaję wolne na 3 tygodnie nieprzerwanych wakacji.

2. Zmywanie naczyń rulez

Na zmywaku pracował 3 dni. Straszna praca. Nie polecam. Jeszcze zależy w jakich konkretnie warunkach, ale ogólnie niefajne. Postanowiłem więc po prostu zmienić pracę. Obecnie pracuję w biurze. Tak jak moja dziewczyna. Nic szczególnego, ale nie zmywam naczyń. Nie jestem fizolem podobnie jak rzesze zamieszkujących ten kraj emigrantów z Polski, o których nikt głośno nie chce mówić, bo wyjdzie że tu nie jest tak ciulowo jakby wszyscy chcieli żeby było. Razem ze mną pracuje tam jeszcze co najmniej 30 Polaków.

Moja dziewczyna pracuje w jednej z największych na świecie firm ubezpieczeniowych. Jest tam kimś w rodzaju analityka. Zawsze była dobra z matmy więc ją docenili. Zaczynała od skanowania dokumentów.

3. Polska jest najpiękniejsza

Gdy mieszkaliśmy w Polsce mieliśmy przychodu miesięcznego około 3 tys PLN. Starczało nam jedynie na podstawowe potrzeby typu jedzenie, opłaty i czasami nawet zostawało na jakąś imprezę od czasu do czasu. Z pieniędzmi na ciuchy było już gorzej, więc chodziło sie po lumpeksach.

Z mojej dziewczyny i jej współpracowników wyciskano ostatnie poty. Pracowała w firmie biuroserwisowej. Regularnie robiła po 10-12 godzin i oczywiście płacone miała za 8. Kiedyś przepracowała z rzędu 17 godzin. Wróciła o 8 rano do domu i zaczęła się przygotowywać do wyjścia do pracy na 11, ale zadzwonił jej kierownik i powiedział, że nie musi przychodzić. Wtedy się rozpłakała.

Przed wyjazdem, kiedy jeszcze się wahaliśmy opowiadaliśmy o naszych planach znajomym, rodzinie i niekiedy przypadkowo spotkanym ludziom. Wszyscy mówili, żeby spieprzać z tego kraju ile sił w nogach.

Rok po moim wyjeździe zwolniono z firmy, w której pracowałem moich byłych współpracowników. Wszystkich co do jednego. Został tylko zarząd. Resztę wymienili. Mojej koleżance po prostu nie przedłużyli kontraktu. Szef zmienił zdanie co do przyszłości jej zatrudnienia w firmie na dzień przed wygaśnięciem kontraktu. Wcześniej twierdził, że wszystko jest OK, i że oczywiście przedłużą kontrakt.

To było 2 lata temu. I co od tamtej pory wszystko tak sie pozmieniało, że miałbym zamienić swój ośmiogodzinny etat w normalnych warunkach na pracę w Polandzie? Gdzie mój nieprzewidywalny pracodawca będzie mógł mnie straszyć zwolnieniem z pracy? Gdzie nie płaci się za nadgodziny?

4. Bezrobocie jak zwykle spada

Poziom bezrobocia w Polsce był tak patologicznie wysoki kiedy wyjeżdżałem, że już wyższy nie mógł być. Zatem bezrobocie spada, bo wyższe już być nie może.

Ponadto, nikt nawet nie wie ile dokładnie osób wyjechało z Polski, szacuje się, że około 2 milionów. Pomyślmy logicznie, gdyby oni faktycznie wszyscy wrócili do Polski to mielibyśmy powrót do stanu bezrobocia sprzed 3 lat.

Polacy z zagranicy wysyłają do Polski pieniądze. Mówię wysyłają, bo tak sie utarło, że rodziny w Polsce są biedne i trzeba im pomagać. Niektóre faktycznie potrzebują pomocy, ale fakt jest taki, że więcej chyba nawet pieniędzy Polacy przywożą ze sobą na wakacje. Korzystają wtedy z życia i na różne sposoby po prostu zostawiają gotówkę zarobioną za granicą w Polsce. Brak tej gotówki mógłby się odbić bolesną czkawką na naszej gospodarce.

5. Wszędzie dobrze, ale…

W domu jest najlepiej. Podobno. Ale gdzie właściwie jest mój dom. W XXI wieku pojęcie domu zmieniło zupełnie znaczenie. Kiedyś w jednym domu się rodziło i umierało. Tam można było się schronić i budować swoje życie.

W dobie globalnej wioski mój dom jest tam gdzie ja jestem. Mogę się bez problemu poruszać po całej planecie i jeśli znajdę pracę to będę też mógł wynająć tam mieszkanie. Jestem przyzwyczajony do częstych przeprowadzek, więc nie kupuję nawet sprzętu elektronicznego ani innych mebli, bo wiem, że nie będę miał tego jak zabrać na nowe mieszkanie. Przyzwyczajenie z akademika :) .

Mój dom jest tam, gdzie się dobrze czuję. A czuję się dobrze za granicą. Nie jestem tutaj żadnym pół człowiekiem, jak niektórzy chcieliby mi wmówić. Jestem zwyczajnie imigrantem. Zwyczajnie, bo jest tu wielu imigrantów z wielu krajów. W UK imigranci to chleb powszedni. Nikt nie dziwi na obcy akcent, albo inny kolor skóry.

Imigrant to dla przeciętnego Brytyjczyka to po prostu człowiek, urodzony w innym kraju. To wszystko. Polaków traktują tak samo obojętnie jak Hiszpanów, Francuzów czy Włochów. Przypadki rasizmu się zdarzają. Ale na pewno nie tak często jak w Polsce.

Tutaj mogę normalnie funkcjonować jako imigrant. Z obcym akcentem się nie wyróżniam, bo tutaj co trzecia osoba ma obcy akcent a większość ludzi ma gdzieś poprawność językową i rodowici Brytole często nie mówią poprawnie. Szkoci w Polsce nie mieliby szans. Na pewno nie na taka masową skale. Już ojciec Rydzyk znalazłby sposób na nich, tym bardziej że to innowiercy.

Powtarzam więc: dajcie mi święty spokój. Nie potrzebuję waszego współczucia, ani zmieniania Polski dla mnie, żebym mógł wrócić. Nie chcę wracać. Chcę mieszkać za granicą. Uczyć się obcych języków, poznawać ludzi i ich kultury, zwiedzać i po prostu cieszyć się życiem.

W jakiś sposób na pewno kocham Polskę, na pewno nie mam nic przeciwko temu krajowi - ma zalety i wady jak każdy inny. Ale chcę się wystarać o brytyjskie obywatelstwo, żeby mieć pewność, że mój rodzinny kraj nie będzie mnie dręczył bezsensownym podwójnym opodatkowaniem.

Mam dosyć użerania się o bzdury w polskich urzędach. Tutaj firmę mogę założyć w parę dni. W Polsce może mi się uda w miesiąc, ale później muszę szybko szukać sposobów na oszukiwanie fiskusa z mojego ukochanego kraju, żeby przetrwać pierwsze najtrudniejsze miesiące.

Zatem nie: nie mam zamiaru w najbliższym czasie wracać do Polski. Mam inne plany. Chciałbym zwiedzić inne kraje. Być może przeprowadzić się na jakiś czas do Ameryki Południowej, być może do Azji, kto wie. Gdy to zrobię, to po prostu zabiorę cały mój dom do walizek i przeniosę go w inne miejsce na Ziemi. Być może pewnego dnia będzie to na terenie Polski, ale jeszcze nie teraz i nie pod wpływem jakichś bzdurnych artykułów w prasie.