Flickr, Bebo, Myspace na tych portalach można znaleźć całe albumy rodzinne z opisami, zdjęciami wszystkich członków i nazwiskami, a czasami nawet adresami, albo co najmniej przybliżoną lokalizacją (geolokalizacja – umożliwia umiejscowienie zdjęcia na mapie świata).
Czy takie informacje można byłoby do czegoś wykorzystać? Np. znając imiona, nazwiska i miejsce zamieszkania danej osoby i jej najbliższej rodziny? Czy można byłoby podszyć się pod kogoś? Wykorzystać te informacje, żeby wyciągnąć inne informacje przez telefon? Np. od dziecka?
Żaden z tych portali nie chwali się potencjalnym zagrożeniem prywatności swoich użytkowników. Orwell pisał o inwigilacji w Roku 1984, ale dziś ludzie sami się podkładają – chcą, żeby wielki brat, w postaci przypadkowego internauty zaglądał im w życie przez ich własny komputer.
Pal licho jeśli ktoś publikuje swoje zdjęcia. Ale jestem pewien, że większość tych, których zdjęcia znajdują się w internecie o tym nie wie.
Tags: bebo, flickr, myspace, portal społecznościowy, prywatność, zdjęcia



październik 28, 2007 @ 5:01 pm
Pozwolę się z Tobą częściowo nie zgodzić. Po pierwsze: błędem jest zestawienie w jednym rzędzie Flickr’a czy Bebo z Myspace. O ile dwa pierwsze są zwykłymi pokazywaczami zdjęć, o tyle Myspace jest bardziej zaawansowanym i “profesjonalnym” narzędziem. Jestem muzykiem i mam swój profil na Myspace. Daje to możliwość poznawania się między sobą, umożliwia wzajemny kontakt (najczęściej bezpośredni, z pominięciem managementu i innych biurowo-telefonicznych perypetii), załatwianie sobie np. koncertów, wymianę doświadczeń, myśli itp. Nic też nie stoi na przeszkodzie, aby “odpublicznić” te kontakty – są odpowiednie opcje to umożliwiające.
.
Co do Orwella.. tu też nie byłbym aż tak sceptyczny. To prawda, że już od wielu lat, a na pewno od ostatnich dziesięciu lat, żyjemy w bardzo “transparentnym” i stechnologizowanym świecie. Ostatecznie możesz wyrzucić swój telefon komórkowy, nie pisać postów w tym wszechogarniającym medium jakim jest internet. Jest to kwestia jakiegoś tam wyboru, choć trudno zrezygnować z tych pokus, gdyż – co tu dużo mówić – ułatwiają nam życie i są po prostu fajne
Piszesz, że dziś ludzie sami się podkładają. To fakt. Jednak podstawową różnicą między nadużywanym dziś i już nieco wyświechtanym Orwellem a dzisiejszą technologią jest to, iż inwigilacja stała sie interaktywna. Nie ma wielkiego brata. Każdy dziś może nim być. Można być inwigilowanym i można inwigilować. Wszyscy mamy te same narzędzia, telefony, dyktafony, kamery przed domem itd. Tak więc wciąż obowiązują zasady uniwersalne, niezależne od poziomu technologii. Zasady takie jak przyzwoitość, bądź jej brak. Ot, cała tajemnica.
Jeśli chodzi zaś o samą inwigilację: obawiać się jej powinni raczej osoby “na świeczniku”, nieostrożni posiadacze kont internetowych, pedofile etc. Przeciętny Kowalski publikujący zdjęcia cioci, niech raczej idzie rozpalić grilla w ogrodzie, miast zamartwiać się na zapas.
Moja rada jest taka: Cieszmy sie technologią i korzystajmy z niej, ale ŚWIADOMIE!
Pozdrawiam.
lipiec 5, 2008 @ 6:27 am
Powstał właśnie nowy portal społecznościowy Populus, który jest polskim odpowiednikiem amerykańskiego Yelp’a. Nawiązując do dyskusji na populusie użytkownicy są znani z imienia i nazwiska – podpisują się pod recenzjami imiennie.