Jeden etat to za mało – Gazeta Wyborcza
Rumuni i Czesi udają Polaków – Gazeta Wyborcza
Zaiste chlubne to i pochwały godne. Tak ciężko pracujemy, że już z tego zrobiła się niezła marka. I szczerze pochwalam tym bardziej, że sam mieszkam na emigracji. To czemu się mocno sprzeciwiam i próbuję uświadamiać ludziom pracującym za granicą to to to, że człowiek nie jest z gumy, a zwłaszcza życie nie jest z gumy.
Spotykam na codzień ludzi, którzy robią sobie i swoim najbliższym wielką krzywdę. W pogoni za pieniądzem zapominają o wszystkim co człowieka odróżnia od muła. Mianowicie pracują na 2 lub więcej etatów albo grubo ponad normę szatkują nadgodziny tydzień w tydzień, często bez dnia wolnego.
Przed przyjazdem do UK wydawało mi się, że jak tylko dostanę pracę to będę robił nawet po 7 dni w tygodniu po 12 godzin nawet przez kilka miesięcy. Wytrzymałem tak 2 miesiące pracując zaledwie po 50 godzin tygodniowo z tym, że bez dnia wolnego. Dostałem w kość bardzo mocno i szybko się przekonałem, że tak się nie da.
Ja zdałem sobie z tego sprawę dość szybko i w miarę wcześnie dotarło też do mnie, że pieniądze to nie wszystko. Rzuciłem pracę w weekendy i zostałem przy moim obecnym zajęciu przez 5 dni w tygodniu.
Jednakowoż wielu Polaków, których spotykam tutaj, i o których czasami chodzą słuchy nie dają za wygraną. Naginają nadgodziny od kilku czy kilkunastu miesięcy bo zbierają na dom czy samochód. Czasami dochodzi do tego jeszcze oszczędzanie do bólu. Czyli brak imprez i przesiadywanie z tą samą osobą zawsze poza pracą. Od tego można dostać na głowę.
Zauważyłem, że często faceci mają ambicje na poziomie czterystu metrowej chaty i samochodu za 200 tysięcy PLN albo więcej.
Ciekaw jestem co ci ludzie zrobią ze sobą jak już kupią wszystko na co zbierali, pobudują domy i wrócą do swoich wiosek. Jaką pracę tam znajdą? Czy będą potrafili z wielkomiejskich wygód przenieść się na polską niewesołą wioskę i tam mieszkać?
To chyba retoryczne pytania, bo obawiam się, że większość tych ludzi po powrocie do kraju nie będzie potrafiła już żyć z osobą, z którą w zasadzie uczuciowo zmarnowała tyle lat. Niektórzy być może zostaną ze sobą ze względów ekonomicznych ale daleko im będzie do szczęścia.
I jeszcze jedno. Z zaoszczędzonych pieniędzy można wybudować dom i kupić samochód, ale z oszczędności nie da się żyć. Więc jest jeszcze prawdopodobne, że po powrocie do wymarzonego domku trzeba będzie myśleć o powrocie na saksy, żeby podreperować nadwątlony budżet byłego emigranta.




