Posts Tagged ‘frustracja’

życie na emigracji jest bez sensu

październik 22, 2007

Dlaczego wszyscy chcą, żebym wrócił do Polski? Dlaczego uważają, że mi jest źle za granicą i że nie mogę się doczekać tego dnia kiedy wreszcie będę mógł wrócić? Dlaczego emigrantów traktuje się jako jakiś gorszy gatunek?

Dla przeciętnego Polaka przeciętny emigrant pracuje na zmywaku, wysyła pół pensji do Polski, regularnie nie dosypia i tęskni niemiłosiernie za Polską. Taki obraz Polaka-emigranta serwuje się w mediach i ludzie w to wierzą, bo chcą wierzyć, że emigranci są nieszczęśliwi. To ja sobie pozwolę zburzyć ten sielankowy obraz.

1. Polska, to tak daleko

Po pierwsze, stąd do Polski stąd jest kilka godzin lotu. Np. łączny czas podróży z Edynburga do Krakowa to jakieś 5-6 godzin (licząc z dojazdem na lotnisko, odprawą, lotem itd). To tyle ile trwa podróż z Warszawy do Krakowa śmierdzącym, zatłoczonym i brudnym pociągiem w towarzystwie wrzeszczących szwejów.

Bilet, jeśli zaplanuje się wyjazd odpowiednio wcześnie można kupić za grosze. Nawet taniej niż bilet na pociąg. Nawet gdybym kupił drogi bilet to na podróż do Polski będzie mnie stać co najmniej raz w miesiącu.

Mogę jechać praktycznie kiedy zechcę. Mam 29 dni urlopu i mój pracodawca daje mi urlop praktycznie kiedy zechcę. Wystarczy, że dam mu odpowiednio wcześnie znać. Bez łaski dostaję wolne na 3 tygodnie nieprzerwanych wakacji.

2. Zmywanie naczyń rulez

Na zmywaku pracował 3 dni. Straszna praca. Nie polecam. Jeszcze zależy w jakich konkretnie warunkach, ale ogólnie niefajne. Postanowiłem więc po prostu zmienić pracę. Obecnie pracuję w biurze. Tak jak moja dziewczyna. Nic szczególnego, ale nie zmywam naczyń. Nie jestem fizolem podobnie jak rzesze zamieszkujących ten kraj emigrantów z Polski, o których nikt głośno nie chce mówić, bo wyjdzie że tu nie jest tak ciulowo jakby wszyscy chcieli żeby było. Razem ze mną pracuje tam jeszcze co najmniej 30 Polaków.

Moja dziewczyna pracuje w jednej z największych na świecie firm ubezpieczeniowych. Jest tam kimś w rodzaju analityka. Zawsze była dobra z matmy więc ją docenili. Zaczynała od skanowania dokumentów.

3. Polska jest najpiękniejsza

Gdy mieszkaliśmy w Polsce mieliśmy przychodu miesięcznego około 3 tys PLN. Starczało nam jedynie na podstawowe potrzeby typu jedzenie, opłaty i czasami nawet zostawało na jakąś imprezę od czasu do czasu. Z pieniędzmi na ciuchy było już gorzej, więc chodziło sie po lumpeksach.

Z mojej dziewczyny i jej współpracowników wyciskano ostatnie poty. Pracowała w firmie biuroserwisowej. Regularnie robiła po 10-12 godzin i oczywiście płacone miała za 8. Kiedyś przepracowała z rzędu 17 godzin. Wróciła o 8 rano do domu i zaczęła się przygotowywać do wyjścia do pracy na 11, ale zadzwonił jej kierownik i powiedział, że nie musi przychodzić. Wtedy się rozpłakała.

Przed wyjazdem, kiedy jeszcze się wahaliśmy opowiadaliśmy o naszych planach znajomym, rodzinie i niekiedy przypadkowo spotkanym ludziom. Wszyscy mówili, żeby spieprzać z tego kraju ile sił w nogach.

Rok po moim wyjeździe zwolniono z firmy, w której pracowałem moich byłych współpracowników. Wszystkich co do jednego. Został tylko zarząd. Resztę wymienili. Mojej koleżance po prostu nie przedłużyli kontraktu. Szef zmienił zdanie co do przyszłości jej zatrudnienia w firmie na dzień przed wygaśnięciem kontraktu. Wcześniej twierdził, że wszystko jest OK, i że oczywiście przedłużą kontrakt.

To było 2 lata temu. I co od tamtej pory wszystko tak sie pozmieniało, że miałbym zamienić swój ośmiogodzinny etat w normalnych warunkach na pracę w Polandzie? Gdzie mój nieprzewidywalny pracodawca będzie mógł mnie straszyć zwolnieniem z pracy? Gdzie nie płaci się za nadgodziny?

4. Bezrobocie jak zwykle spada

Poziom bezrobocia w Polsce był tak patologicznie wysoki kiedy wyjeżdżałem, że już wyższy nie mógł być. Zatem bezrobocie spada, bo wyższe już być nie może.

Ponadto, nikt nawet nie wie ile dokładnie osób wyjechało z Polski, szacuje się, że około 2 milionów. Pomyślmy logicznie, gdyby oni faktycznie wszyscy wrócili do Polski to mielibyśmy powrót do stanu bezrobocia sprzed 3 lat.

Polacy z zagranicy wysyłają do Polski pieniądze. Mówię wysyłają, bo tak sie utarło, że rodziny w Polsce są biedne i trzeba im pomagać. Niektóre faktycznie potrzebują pomocy, ale fakt jest taki, że więcej chyba nawet pieniędzy Polacy przywożą ze sobą na wakacje. Korzystają wtedy z życia i na różne sposoby po prostu zostawiają gotówkę zarobioną za granicą w Polsce. Brak tej gotówki mógłby się odbić bolesną czkawką na naszej gospodarce.

5. Wszędzie dobrze, ale…

W domu jest najlepiej. Podobno. Ale gdzie właściwie jest mój dom. W XXI wieku pojęcie domu zmieniło zupełnie znaczenie. Kiedyś w jednym domu się rodziło i umierało. Tam można było się schronić i budować swoje życie.

W dobie globalnej wioski mój dom jest tam gdzie ja jestem. Mogę się bez problemu poruszać po całej planecie i jeśli znajdę pracę to będę też mógł wynająć tam mieszkanie. Jestem przyzwyczajony do częstych przeprowadzek, więc nie kupuję nawet sprzętu elektronicznego ani innych mebli, bo wiem, że nie będę miał tego jak zabrać na nowe mieszkanie. Przyzwyczajenie z akademika :) .

Mój dom jest tam, gdzie się dobrze czuję. A czuję się dobrze za granicą. Nie jestem tutaj żadnym pół człowiekiem, jak niektórzy chcieliby mi wmówić. Jestem zwyczajnie imigrantem. Zwyczajnie, bo jest tu wielu imigrantów z wielu krajów. W UK imigranci to chleb powszedni. Nikt nie dziwi na obcy akcent, albo inny kolor skóry.

Imigrant to dla przeciętnego Brytyjczyka to po prostu człowiek, urodzony w innym kraju. To wszystko. Polaków traktują tak samo obojętnie jak Hiszpanów, Francuzów czy Włochów. Przypadki rasizmu się zdarzają. Ale na pewno nie tak często jak w Polsce.

Tutaj mogę normalnie funkcjonować jako imigrant. Z obcym akcentem się nie wyróżniam, bo tutaj co trzecia osoba ma obcy akcent a większość ludzi ma gdzieś poprawność językową i rodowici Brytole często nie mówią poprawnie. Szkoci w Polsce nie mieliby szans. Na pewno nie na taka masową skale. Już ojciec Rydzyk znalazłby sposób na nich, tym bardziej że to innowiercy.

Powtarzam więc: dajcie mi święty spokój. Nie potrzebuję waszego współczucia, ani zmieniania Polski dla mnie, żebym mógł wrócić. Nie chcę wracać. Chcę mieszkać za granicą. Uczyć się obcych języków, poznawać ludzi i ich kultury, zwiedzać i po prostu cieszyć się życiem.

W jakiś sposób na pewno kocham Polskę, na pewno nie mam nic przeciwko temu krajowi – ma zalety i wady jak każdy inny. Ale chcę się wystarać o brytyjskie obywatelstwo, żeby mieć pewność, że mój rodzinny kraj nie będzie mnie dręczył bezsensownym podwójnym opodatkowaniem.

Mam dosyć użerania się o bzdury w polskich urzędach. Tutaj firmę mogę założyć w parę dni. W Polsce może mi się uda w miesiąc, ale później muszę szybko szukać sposobów na oszukiwanie fiskusa z mojego ukochanego kraju, żeby przetrwać pierwsze najtrudniejsze miesiące.

Zatem nie: nie mam zamiaru w najbliższym czasie wracać do Polski. Mam inne plany. Chciałbym zwiedzić inne kraje. Być może przeprowadzić się na jakiś czas do Ameryki Południowej, być może do Azji, kto wie. Gdy to zrobię, to po prostu zabiorę cały mój dom do walizek i przeniosę go w inne miejsce na Ziemi. Być może pewnego dnia będzie to na terenie Polski, ale jeszcze nie teraz i nie pod wpływem jakichś bzdurnych artykułów w prasie.